Historia Eugenii

Osobista droga przez diagnozę, leczenie i siłę wspólnoty

Mam na imię Eugenia, pochodzę z Podlasia,od wielu lat mieszkam w Białymstoku.

Przede mną była wspaniała perspektywa,bowiem po przepracowaniu 36 lat w administracji państwowej w wieku 55 lat przeszłam na zasłużona emeryturę. Dbałam o zdrowie,pilnowałam okresowych badań profilaktycznych,miałam ciekawe pomysły na życie.

Po kilku latach mojej sielanki – po przejściu na emeryturę – poczułam pewną dolegliwość, był to lekki ból w dole pachowym lewej ręki. Ponieważ ból ten czasami nasilał się, dlatego udałam się do swojego lekarza rodzinnego. Niczego mi nie wyjaśniono,miał to być jedynie czyrak. Zastosowana terapia lekowa okazała się nieskuteczna.

Zupełnie z innego powodu, miałam wyczekaną wizytę w poradni specjalistycznej u chirurga naczyniowego. Przy okazji badania, pokazałam miejsce mojej dolegliwości. Pani doktor zbadała mi węzły chłonne i stwierdziła abym szybko udała się do mego lekarza po skierowanie na USG piersi.

Po skierowanie udałam się do lekarza ginekologa. Otrzymałam skierowanie, ze wskazaniem w jakiej przychodni mogę się na badanie zapisać. Na USG czekałam około 3 miesięcy. Nie było żadnej sugestii, że to coś poważnego. Sprawdziłam,że mam aktualne badanie mammografii i spokojnie czekałam w kolejce.

Badanie USG miałam17 listopada 2015 roku,wynik był następujący:w lewej piersi,zabrodawkowo na godzinie 12 niehomogenne ognisko wielkości 21×18 mm.,BIRADS IV B do BAC. W lewym dole pachowym odczynowy węzeł chłonny BIRADS V wielkości 45×17 mm.

Z tym wynikiem z wypiekami na twarzy pobiegłam do swojej Pani ginekolog,żeby jej pokazać jaki jest mój wynik USG. Pani ginekolog czym prędzej przystąpiła do pisana skierowania do poradni onkologicznej. Zauważyłam,że jest zdenerwowana,kilka razy z rąk wypadał jej długopis,ręce jej drżały.

Proszę sobie wyobrazić, co mogłam wówczas odczuwać. Pragnę tu dodać,że to była moja ostatnia wizyta w tej przychodni.

Jeszcze tego samego dnia zgłosiłam się do Poradni w Białostockim Centrum Onkologii,tu potraktowano mnie poważnie,życzliwie i z ogromną empatią.

Wykonano mi biopsję. Za kilka dni był wynik, okazało się,że jest to złośliwy nowotwór piersi z przerzutem do węzłów chłonnych.

Gdy usłyszałam tą diagnozę, byłam w szoku,załamał się cały mój świat w jednej sekundzie. Od lekarza dostałam cały pakiet różnych skierowań na badania. Zostałam również skierowana do innego lekarza – onkologa klinicznego, którego pacjentką jestem do dnia dzisiejszego.

Aby się upewnić, jakiego rodzaju ma być moje leczeniu, wykonano mi jeszcze jedną biopsję tzw. grubo igłową.

Dostałam skierowanie do szpitala na zaplanowaną operację z informacją,że po niej czeka mnie chemioterapia a następnie radioterapia.

O wszystkim informowałam rodzinę. Z niecierpliwością oczekiwałam przyjęcia mnie na leczenie do szpitala. Otrzymałam duże wsparcie ze strony mojego lekarza onkologa,który bardzo szczegółowo wszystko mi wyjaśnił,dał nadzieję. Mogłam sobie już wyobrazić światło – w oddali – w dosyć długim ciemnym tunelu.

Aż tu nieoczekiwanie moja rodzinka zaproponowała mi inną formę leczenia. Zniechęcali mnie do leczenia onkologicznego w zamian udania się na terapię witaminą C podawaną poprzez kroplówkę w jednym z gabinetów prywatnych prowadzonym przez znanego lekarza,który rzekomo miał w tej dziedzinie dobrą opinię.

Oczywistym jest,że z tej propozycji nie skorzystałam, chociaż ich propozycja była ze szczerej troski o moje życie. Bardzo się o mnie bali,bardziej niż ja sama.

Pod koniec grudnia znalazłam się na oddziale chirurgii Białostockiego Centrum Onkologii. Sylwestra 2015 r i nowy 2016 r. spędziłam pod troskliwą opieką w szpitalu. Operacja polegała na amputacji piersi lewej sposobem Maddena.

Było to bardzo trudne i niezwykle przerażające doświadczenie.

Pewnego dnia po przebudzeniu (nie wiem dlaczego,po operacji często zasypiałam) zauważyłam zbliżające się do mnie dwie postacie, rodzaju żeńskiego. Pomyślałam przez chwilę – o Matko, przyszły już po mnie dwa Anioły, chyba umarłam! Były to Amazonki,ochotniczki z Klubu działającego przy Białostockim Centrum Onkologii. Przyniosły nadzieję,pocieszenie, wsparcie i siłę do dalszej walki o życie i powrót do zdrowia. Opowiedziały swoją historię ” przygodę „z onkologią.

Dużym wsparciem i pomocą okazała się wizyta na oddziale fizjoterapeuty. Osoba ta nauczyła nas podstawowych ćwiczeń usprawniających.

Po powrocie ze szpitala troskliwie byłam zaopiekowana. Pomocna mi była bardzo moja rodzina i grono przyjaciół.

Po operacji wdrożono kolejne cykle chemioterapii uzupełniającej,po czym zastosowano mi hormonoterapię, przyjmowałam lek o nazie – Tamoxifen .

Kolejną formą leczenia była radioterapia radykalna, którą zakończono w sierpniu 2016 r.

Długo odczuwałam skutki uboczne po leczeniu. Pomimo trudnych doświadczeń żyłam nadzieją,że wszystko się uda i z czasem pokonam chorobę.

Pewnego dnia w trakcie mojego leczenia miałam telefon z Przychodni Profilaktyki i Diagnostyki Obrazowej w Białymstoku, ul,Siewna 2 z zaproszeniem na kolejne badanie mammograficzne. Wyjaśniłam telefonującej osobie,że jestem już po operacji i w trakcie leczenia. Poprosiłam jednocześnie, aby sprawdzili mój ostatni wynik ,czy wykonano go prawidłowo,ponieważ moim zdaniem niemożliwym jest, aby w tak krótkim czasie po badaniu, pojawiły się duże zmiany.

Niestety, nikt więcej z tej przychodni do mnie już nie zatelefonował.

Pragnę dodać, że w kolejnych latach, miałam jeszcze kilka operacji z podejrzeniem wznowy.

Z uwagi na znaczne skutki uboczne leku o nazwie Tamoxifen podawany w ramach hormonoterapii,zastąpiono go lekiem o nazwie Egistrozol,który przyjmuje również aktualnie.

Hormonoterapia u mnie ma trwać 10 lat.

W ubiegłym roku obejrzałam ponownie swoje wyniki z mammografii, tj. dwa dokumenty jeden – to opis badania, drugi to płytka z nagranym badaniem. Zauważyłam,że na każdym z nich jest inny numer badania,co sugeruje,że badanie mogło zostać zamienione z innym badaniem należącym do innej osoby.

Postanowiłam wyjaśnić tą sytuację w miejscu wykonania mammografii. Okazało się jednak, że od kilku lat przychodnia ta została zlikwidowana i nie ma żadnego prawnego spadkobiercy.

Teraz widzę błędy i moje zaniedbania :

  • – należało dokładnie sprawdzić otrzymane dokumenty z badania,
  • – USG piersi, mogłam wykonać szybciej prywatnie ,
  • – ważne jest samobadanie piersi, ja tego nie robiłam!

Do Klubu Amazonek wstąpiłam po kilku miesiącach po operacji, do czego zainspirowały mnie w szpitalu dwie ochotniczki. Potrzebowałam wsparcia osób,które przeszły to samo, co ja. Moje pierwsze wrażenie było pozytywne, zobaczyłam pełne energii, uśmiechnięte panie w różnym wieku,chętne do dzielenia się sobą, pomocne, zaangażowane.

W Klubie można spotkać oprócz koleżeńskiej przyjaźni, rodzinną atmosferę, pomoc , wsparcie i niezłomną siłę do walki z rakiem. Bowiem choroba onkologiczna , to choroba przewlekła i cały czas trzeba dbać o zdrowie,poddawać się okresowym badaniom,które zapewnia Białostockie Centrum Onkologii.

Klub Amazonek jest takim miejscem,gdzie wspólnie wypracowujemy, najlepsze dla nas sposoby (formy) zadbania o zdrowie, zarówno to fizyczne, jak i psychiczne

W ramach działalności klubu prowadzone są różnego rodzaju akcie edukacyjne, spotkania z ciekawymi ludźmi,uczestniczenie w ważnych i ciekawych wydarzeniach kulturalnych.

Organizowane są zajęcia sportowe – gimnastyka, joga,basen,spacery. Systematycznie przynajmniej raz w miesiącu tematyczne wykłady,spotkania z psychologiem. Rozwija się i doskonali wolontariat.

Jeżeli jesteś po leczeniu nowotworu piersi lub w trakcie leczenia, zachęcam Cię bardzo do zainteresowania się i dołączenia do społeczności Klubu Amazonek.

Choroba odebrała mi część dobrego życia, w zamian dostałam o wiele więcej:empatię, cierpliwość,pokój serca, siłę do dalszej walki o poprawę zdrowia i bardzo duże grono życzliwych osób, które doświadczyły

tego samego co ja.

Aktualnie jestem szczęśliwa,bo żyję , mam liczne grono przyjaciół i troskliwą (czasami nawet za bardzo troskliwą) rodzinę.

W czasie choroby doświadczyłam ogromnej pomocy i wsparcia, teraz mogę się zaangażować i pomoc innej osobie potrzebującej. Tak się złożyło, że jedna osoba z mojej rodziny, jest to mój starszy brat, aktualnie potrzebuje stałej opieki. Wspólnie z moim rodzeństwem niesiemy tą pomoc i opiekę, dojeżdżając codziennie do wsi oddalonej od nas o 70 km.

Dla mnie Klub Amazonek jest drugą rodziną. Ubolewam Jednak, że nie zawsze jestem w stanie aktywnie, tak jak moje koleżanki uczestniczyć w pracach klubu,która odbywa się na zasadach wolontariatu.